Zapuściłam się ostatnio totalnie w tym moim blogowym dzienniki - pamiętniku budowlanym.
Przyszła jednak wiosna i niestety czasu strasznie brak.
Wpadam więc na chwileczkę wrzucić troszkę fotek z kolejnego etapu budowy.
Więźba dachowa to moment kiedy z naszej pustakowej kosteczki wreszcie widać zarys domu.
Optymistyczny moment.
Prace szły w takim tempie, że trudno było nadążyć z robieniem zdjęć.
Górale uwijali się jak w ukropie.
Ze względu na mój wrodzony lęk wysokości niejednokrotnie nie mogłam na nich patrzeć kiedy pomykali jak wiewiórki po gołych belkach, albo przechodzili sobie po boku ściany jak po chodniku.
Szaleństwo.
Efekty jednak są.
Ekipa super zgrana, punktualna i do tego abstynencka.
Dosłownie szok.
Przyszła jednak wiosna i niestety czasu strasznie brak.
Wpadam więc na chwileczkę wrzucić troszkę fotek z kolejnego etapu budowy.
Więźba dachowa to moment kiedy z naszej pustakowej kosteczki wreszcie widać zarys domu.
Optymistyczny moment.
Prace szły w takim tempie, że trudno było nadążyć z robieniem zdjęć.
Górale uwijali się jak w ukropie.
Ze względu na mój wrodzony lęk wysokości niejednokrotnie nie mogłam na nich patrzeć kiedy pomykali jak wiewiórki po gołych belkach, albo przechodzili sobie po boku ściany jak po chodniku.
Szaleństwo.
Efekty jednak są.
Ekipa super zgrana, punktualna i do tego abstynencka.
Dosłownie szok.












